Opis Thiergarten i okolic – 1875r.

Raport z „Wycieczki Leśnej” w dniu 15 sierpnia 1875 r. autorstwa inspektora leśnego Rudnicka.

Była to niedziela, dzień Pański.

Po pracy stowarzyszenia w minionych dniach, obowiązek wzywał na zewnątrz do zielonego gaju, do świątyni natury, aby tam wsłuchiwać się w szept sadzonek, w szum starych dębów. Dzień rozpoczął się wspaniale i tak oto przyjazne niebo sprzyjało świątecznemu nastrojowi.

Wcześnie o godzinie 7:30 pociąg zabrał towarzyszy ze związku z Raciborza (Ratibor) na stację Nędza (Nendza). Za nami pozostało miasto, które przyjęło nas przyjaźnie, a którego przedstawiciele jeszcze dzisiaj towarzyszyli nam w drodze do lasu.

Mija kilka minut i pociąg się zatrzymuje.

Długi rząd wozów, wszystkie bogato ozdobione liśćmi, stoi w gotowości. Właściciel lasu, Jego Książęca Mość von Ratibor, który zaszczycił całą wycieczkę swoją obecnością, wita nas i ruszamy przez wieś Nędza ku pobliskiemu lasowi.

Litografowana mapa orientacyjna i wydrukowany przewodnik zostały wręczone każdemu z uczestników, i tak oto możemy, powtarzając wycieczkę w myślach, odwoływać się do tego szczegółowego przewodnika. Oczywiście, przy jego bogactwie nie możemy zatrzymać się przy każdym pojedynczym punkcie, lecz musimy zadowolić się wydobyciem tylko tego, co najlepsze z całego tego dobra i piękna.

Zaraz za wsią Nędza, mijając leśniczówkę o tej samej nazwie, wkraczamy do lasu szeroką, znakomitą drogą żużlową (Schlackenstraße). Po obu stronach, aż do Kolonii Kuźnia (Colonie Hammer – dzisiejsza Kuźnia Raciborska), rębne i bliskie rębności drzewostany sosnowe, przeważnie zmieszane lub przeplatane pojedynczo i kępowo ze świerkiem w tym samym wieku, w których jednaknie brakuje również dębu (1. poz. 2, 4 i 8); niemal wszędzie z podrostem i podszytem świerkowym, który pokrywa każdą lukę spowodowaną przez wiatr, suszę itp., chroni glebę przed wyjałowieniem i zachowuje w niej ową świeżość, która wyraża się w bujnym wzroście drzewostanów. W pełni doceniając tę ochronę gleby, również każda mała luka, która nie obsiała się sama, jest starannie wysadzana świerkiem. Sama droga, o ile przyległe drzewostany pozwalają na wymagany dostęp światła, jest po obu stronach obsadzona wyrośniętymi sadzonkami dębu (Eichenheistern), które poprzez formę swoich koron, swoją prężną postawę i krzepkość zdradzają troskliwą rękę doświadczonego hodowcy dębów. Dęby te zostały w zeszłym roku przeniesione tutaj z Łężczoka (Lenszczok), do którego już wczoraj większość towarzyszy ze związku odbyła krótką wycieczkę, i tak pewnie się przyjęły, że tylko zupełnie nieliczne egzemplarze trzeba było wymieniać na nowe. Tak więc te młode dęby już na samym początku wycieczki do tego stopnia przyciągnęły naszą uwagę, że prawie wcale nie zwracano uwagi na starsze drzewostany obok, a przecież stanowiły one jedynie straż przednią nadciągających głównych sił upraw dębowych i młodników dębowych – zręczne wprowadzenie do wycieczki, której pielęgnacja dębu nadała charakter. W rzędzie sadzenia pomiędzy dębami posiano żarnowiec miotlasty (Spartium scoparium), aby przypomnieć nam, że obok pielęgnacji lasu nie zaniedbuje się również dbałości o zwierzynę. Drzewostan staje się gęstszy, dąb na skraju drogi nie miałby już wymaganego dostępu do światła. Nasadzenia się urywają, a nasze oko znów błądzi po drzewostanach. Wszędzie zmieszanie, nigdzie monotonii jednego gatunku drzewa: po lewej stronie sosna wejmutka, po prawej modrzew i świerk w tym samym wieku wśród 60-80-letnich sosen, zawsze z chroniącym podszytem świerkowym (1. poz. 13, 14.).

Zbliżamy się do Kolonii Kuźnia (Colonie Hammer), mijamy czyste kępkowe sadzenia świerka na wilgotnym, bagnistym piasku, oles ze świerkiem, brzozą i sosną oraz silnie reprezentowanym podszytem świerkowym w tym dość rzadkim drzewostanie, o którym to podszycie w przyszłości – jako że przywykliśmy już do znajdowania go niemal wszędzie – nie będzie się już specjalnie wspominać; mijamy drzewostany sosnowe w różnym wieku, przeważnie w znanej już mieszance, w której nie brakuje również pojedynczych brzóz, i zbliżamy się do Zwierzyńca (Thiergarten – w rewirze Jankowice). Zanim dotrzemy do ogrodzenia, towarzyszą nam po obu stronach drogi, na granicy oddziałów 36 i 38 w stronę pola, znów wyrośnięte sadzonki dębowe z ich krzępką sylwetką, z ich normalną, niemal piramidalną koroną, z ich gładką korą.

Tak oto docieramy do leśniczówki, która zapewnia mieszkanie również odźwiernemu przyjazny, surowy budynek, i znajdujemy się w ogrodzonym, dobrze obsadzonym jeleniami, danielami i dzikami Zwierzyńcu (Thiergarten). Dostarcza nam on dowodu, że przy zachowaniu rozwagi i dobrej woli, najdalej idące wymogi pielęgnacji lasu dają się doskonale pogodzić ze szlachetnym łowiectwem. Wcale nie wydaje się konieczne, aby hodowcy lasu (leśnicy) i myśliwi stali naprzeciw siebie jak wrodzy bracia; wręcz przeciwnie, las dopiero wtedy zapewnia harmonijny obraz, gdy odnosi się wrażenie, że zwierzyna i las to pojęcia nierozłączne (korelatywne).

Po obu stronach wita nas około 90-letni drzewostan sosnowy, silnie zmieszany ze świerkiem i jodłą, przeplatany dębem i brzozą. O ile mieszane drzewostany już ogólnie cieszą oko i duszę, o tyle dotyczy to w szczególności tych, w których lśniąca, nasycona zieleń igieł jodły pośród innych drzew iglastych i liściastych napełnia nas zachwytem. W trakcie wycieczki jeszcze wielokrotnie napotkamy te mieszane drzewostany, w których świerk i jodła często przeważają nad sosną itp.

Dęby przy drodze nadal nam towarzyszą, zawsze z tą samą siłą i pięknem. Po starych drzewostanach po obu stronach drogi następują drągowiny, nieco dalej po prawej siew pasowy sosny i świerka, do którego przylega tegoroczna uprawa wyrośniętych sadzonek dębu w więźbie 1 pręta (Ruthe), po lewej 70–80-letnie świerki i jodły z kilkoma kępami sosen.

Od tego momentu uwaga coraz bardziej kieruje się ku młodszym drzewostanom. Nie dlatego, że brakowało starszych świadectw działalności leśnej, lecz dlatego, że w różnych klasach wieku, aż do prawie 50 lat, dawały one świadectwo miłości do lasu oraz konsekwentnej gorliwości nadleśniczych (z których dwóch działało w tych miejscach już przez blisko 50 lat). Świadczyły też o pełnym zrozumienia kierownictwie, które przez ponad 50 lat spoczywało w rękach obecnego na wycieczce nadleśniczego (Forstmeister) von Hänleina, który kilka lat temu znalazł godnego następcę w równie rozważnym, co energicznym nadleśniczym Eliasie.

Szczególnie na przykładzie tych młodszych drzewostanów ukazało się, jak nieocenioną wartość dla lasu ma zatrudnianie sprawdzonych urzędników przez całe ich życie. To, że zostało to już dawno dostrzeżone, jest zasługą miłującego na równi las i zwierzynę właściciela, Jego Książęcej Mości Księcia Raciborskiego.

To, co należałoby podkreślić z debat Śląskiego Towarzystwa Leśnego w ubiegłych latach na temat hodowli drzewostanów mieszanych, w szczególności o hodowli dębu w zmieszaniu z drzewami iglastymi i o podkrzesywaniu dębów, znalazło tu w praktyce poprzez znaczną liczbę lat przeprowadzane (usuwanie gałęzi tuż przy samym pniu aż do grubości 3 cm; smarowanie smołą, odpowiednia przestrzeń do rozrastania się, mieszanie z drzewami iglastymi w naprzemiennych rzędach, wyprzedzenie wiekowe dębu rzędu 8–12 lat). Królewski Nadleśniczy Kirchner, którego leśne starania są tak ściśle splecione z hodowlą dębu, mógł tutaj zobaczyć wspaniale rozwiązane zadanie: „wyhodować dąb w mniej sprzyjających warunkach i na glebie, która nie odpowiada w pełni wszystkim wymaganiom dębu”. Zadanie to słusznie uważa on za „coraz ważniejsze”, ponieważ żyzna gleba gliniasta jest w coraz większym stopniu zajmowana przez rolnictwo (str. 55 Zeszytu Towarzystwa z 1869 r.).

Warunki w rewirze wycieczkowym są bowiem trudne, a mimo to już teraz nie ulega wątpliwości, że dęby w oddziałach „Rothgraben” i „Hart” (poz. 2. 5 i 12 z przewodnika) nie zostaną już przerośnięte (zagłuszone) przez rzędy sosen i świerków. Przynajmniej takie wrażenie uprawy te musiały wywrzeć na wszystkich doświadczonych hodowcach lasu, gdyż podczas ich oglądania bez wyjątku ogarnęło ich radosne wzruszenie, które znalazło swój wyraz nawet w zwilgotniałych oczach zahartowanych przez pogodę „szarych mundurów” (Grauröcke – potocznie o leśnikach).

Uciekający czas nie pozwala jednak na długie zatrzymywanie się w tych miejscach. Korowód wozów musi ruszyć dalej w stronę Góry Zamkowej (Schloßberg) po prostej, szerokiej drodze, której pobocza obsiane są trawą dla zwierzyny, aby i tę powierzchnię uczynić użyteczną dla ogółu. Dotąd płaska, teraz droga wznosi się łagodnie aż do Góry Zamkowej, z której można było ogarnąć wzrokiem cały dumny rząd przystrojonych liśćmi wozów. Samo wzniesienie po lewej stronie jest ponownie zalesione dębami, do których (poz. 2. 20 z przewodnika) dołączono graby (Weißbuchen) i buki (Rothbuchen) oraz pojedyncze lipy (uprawa ok. 20-letnia, dalej 35-letnie świerki oraz 45- do 50-letnie dęby). Gleba na wzniesieniu, zbyt sucha i uboga dla dębu, zyskuje świeżość dzięki nawadnianiu, które idzie tu pełną parą. Rowy nawadniające ciągną się wokół wzgórza i powodują w dół zbocza bujny wzrost, który w kierunku szczytu wyraźnie słabnie. — Przewijają się wciąż nowe obrazy upraw dębowych (poz. 2. 25, 27 z przewodnika): tu mieszanka 4 rzędów sosen i 2 rzędów świerków, tam czyste dęby na ubogim, ale nawadnianym piasku. Pomiędzy nimi znajduje się soczysta, nawadniana łąka, która czerpie wodę ze stawu nawadniającego, obok którego przejeżdża orszak, podczas gdy sam zbiornik do nawadniania lasu po prawej stronie drogi pozostaje niewidoczny. Ruszamy dalej, mijając powierzchnię zrębową z jej ściętymi równo z ziemią pieńkami, na których nie zmarnowano żadnego drewna użytkowego, a które z braku rąk do pracy nie mogły zostać wykarczowane. Jeszcze jeden udany młodnik świerkowy i dębowy, a do niego przylega wolny placyk przy przyjaznej leśniczówce Rothenburg (Krasiejów), zapraszający do odpoczynku, do pokrzepienia się. —

Posłuszny skinieniu swego przewodnika, Każdy z wozu zeskoczył żwawo.

Pełen zdobytych wrażeń, każdy chciałby uścisnąć dłoń temu mężowi i opróżnić z nim puchar, którego działalność leśna podczas całej dotychczasowej trasy rzucała się wszystkim w oczy. Jednak tylko nielicznym udaje się dopaść tego czcigodnego weterana, który najchętniej czmychnąłby w bok, w krzaki, do swoich ulistnionych i iglastych wychowanków. Ale to mu na nic – musi to znieść: nadleśniczy Elias musi przyjąć wolne od zawiści słowa najcieplejszego uznania dla jego osobistych zasług.

Godzina postoju – mówi przewodnik wycieczki – ale jest jeszcze wiele do zrobienia, więc odpoczynek musi zostać skrócony. Jego Książęca Mość kazał zatrąbić do odjazdu i na nowo pokrzepieni ruszamy dalej ku nowym leśnym przyjemnościom.

Mieszane drzewostany, stare i młode, wszystkie dobrze pielęgnowane, przesuwają się obok, jednak na tym odcinku uwagę przykuwa nowy obraz, o którym „Przewodnik” nie wspomina.

Na zrębie w oddziale 19 rozwija się obraz całego węglarstwa w stojących mielerzach, które jest tu prowadzone dla książęcych hut przez zarząd hutniczy. Wykorzystuje się tu zasadniczo drewno w całości (całą masę drzewną). Mielerze we wszystkich stadiach – od budowy szybu zapłonowego (Quandel) zapalanego od dołu, aż po wydobywanie i sortowanie dźwięczącego jasno węgla drzewnego – stały obok siebie, będąc przykładem wzorowej pracy. Dyrektor huty, pan Brockmann, w najuprzejmiejszy sposób udzielał informacji na każde pytanie dotyczące uzysku itp.

Brak miejsca nie pozwala tu na wchodzenie w bliższe szczegóły. Spieszymy dalej, mijając kamienie pamiątkowe upamiętniające jelenie ustrzelone przez dostojne ręce, w kierunku Zwonowic (Zwonowitz), wsi z nowo zbudowaną książęcą leśniczówką, małym, luksusowym budynkiem z wieżą, z której roztacza się widok dookoła na rewiry leśne dóbr Racibórz i Rudy oraz daleki widok aż po Beskidy. Ten krótki postój w tym miejscu wykorzystała młodzież szkolna z polskiej wsi pod przewodnictwem nauczyciela na powitanie Towarzystwa. W zwartym szeregu stały dziewczęta i chłopcy i jasnym głosem śpiewali niemieckie pieśni, zaczynających się od „Kto cię stworzył, piękny lasie” (Wer hat Dich, Du schöner Wald), tak pełne zrozumienia, jak gdyby od lat posługiwały się niemieckim idiomem – co stanowi równie chlubne świadectwo dla gorliwości nauczycieli, jak i uczniów.

Stąd podróż kieruje się do swojego następnego celu, „Bucka”. Dotykając drzewostanów w różnym wieku, wspominamy jeszcze tylko jeden 35- do 40-letni drzewostan dębowy (poz. 23 przewodnika), którym żegnamy się z licznymi uprawami dębu, które również w rewirze rudzkim (Raudener Revier) są z tą samą miłością pielęgnowane i hodowane, jak to miało miejsce i nadal ma miejsce w nadleśnictwie Racibórz (Ratibor).

Witamy jeszcze pełni szacunku starego olbrzyma drzewnego, „jodłę królewską” (Königstanne) w oddziale Szachty 24h, o wysokości 45,51 metra, miąższości samego pnia wynoszącej 21,55 metra sześciennego (Festmeter) oraz miąższości 23,40 metra sześciennego włącznie z gałęziami. Cieszymy się romantycznie położonym domkiem szwajcarskim (Schweizerhaus) na Wzgórzu Wiktorii (Victoria-Höhe) z lipą zasadzoną osobiście przez Jej Królewską Wysokość Księżną Koronną Prus. Zatrzymujemy się przed tą częścią Bucka, która jako najbardziej urokliwe miejsce leśne okolicy wywiera silną siłę przyciągania na mieszczan i mieszkańców wsi z bliska i daleka, a której piękno natury jest jeszcze bardziej podniesione przez gustowne zagospodarowanie. Wysiadamy i zbliżamy się pieszo do majestatycznej katedry z jej 75- do 200-letnimi świerkami, sosnami i dębami. Ciszę skupienia przerywa fanfare książęcych myśliwych, która wita stowarzyszenie przy wejściu na plac festiwalowy. Jego Książęca Mość Książę Raciborski najuprzejmiej zaprasza gości na przygotowane na tę uroczystość pędzenie zwierzyny, i wkraczamy na teren otoczony wysokimi sieciami myśliwskimi, ozdobiony bramami honorowymi przy wejściach, powitani dźwiękami książęcej, umundurowanej kapeli chłopięcej, której pewność gry całkowicie kaze zapomnieć o delikatnej młodości artystów. Każdy wkrótce znalazł swoje stanowisko i cieszył się potężnym nalotem zwierzyny. Liczne toasty ożywiły wspaniałe śniadanie (Dejeuner). Po przemówieniach prezesa stowarzyszenia na cześć dostojnego gospodarza, pana von Berswordta na cześć Księżnej Raciborskiej oraz nadleśniczego von Ernsta na cześć czcigodnego dawnego szefa książęcej administracji leśnej, pana von Hänleina, któremu dane było działać w książęcych lasach przez ponad pół wieku, Jego Książęca Mość Książę Raciborski podziękował w toascie na cześć prezesa stowarzyszenia. Powszechne przekonanie, że osiągnięcia i wzorowy porządek w rewirach wycieczkowych nie są rezultatem działalności jednego człowieka, lecz gorliwego współdziałania wszystkich sił leśnych, zostało wyrażone poprzez toastydr. Fintelmanna – który był skierowany do mistrza leśnego (nadleśniczego) Eliasa, jego brata, starszego leśnika Eliasa, a także wszystkich członków rodu Eliasów działających w administracji książęcej, i którego drzewo genealogiczne śmiało wywiódł od proroka Eliasza – a ponadto toastom starszego leśnika von Pannewitza i Sprengela wzniesionym za wszystkich urzędników administracyjnych i ochronnych księcia, a tego ostatniego w szczególności za starszego leśnika Hoffmanna, który również należy do najstarszych, wiernie i z oddaniem służących oraz współtworzących urzędników Jego Wysokości, nadano wyrazisty, pełen wymowy kształt. Przyjacielskie i sąsiedzkie stosunki z austriackimi i saksońskimi stowarzyszeniami leśnymi dały Jego Wysokości Księciu von Ratibor okazję do wzniesienia toastu, na który ciepło odpowiedzieli czeski mistrz leśny Soucha, inspektor leśny Schaal z Saksonii oraz hrabia Hompesch z Moraw. Pierwszy z nich wskazał w szczególności na dwie silne, obiecujące latorośle domu książęcego, które uczestniczyły w biesiadzie, i wzniósł ich okrzyk wiwatujący. Rzecz jasna, starszy leśnik dr Cogho godnie uczcił również kobiety.

Radosny nastrój panował przez cały czas trwania posiłku, aż do samego końca. Po odejściu od stołu uczestnicy uroczystości udali się na Wzgórze Wiktorii (Victoriahöhe), aby z doroczną uroczystością dokonać posadzenia trzech dębów stowarzyszenia, co odbyło się w obecności Jej Wysokości Księżnej Raciborza oraz rodziny książęcej, przy akompaniamencie pieśni: Wer hat dich, du schöner Wald („Kto cię stworzył, piękny lesie”).


Chrztu dębów dokonał prezes stowarzyszenia następującymi słowami:

Na zakończenie tego w istocie podniosłego obrzędu, przyjętego przez obecnych w pełnym szacunku milczeniu, ku powszechnemu zaskoczeniu zgromadzonego kręgu widzów opadła nagle osłona wykonana z zielonych gałęzi świerkowych, skrywająca wzniosły cokół. Oto na jasnym wzniesieniu, dokładnie w środku pomiędzy właśnie posadzonymi trzema dębami, ukazał się kamień pamiątkowy, podarowany stowarzyszeniu przez znamienitego gospodarza na trwałą pamiątkę pełnych przyjemności, wspólnie spędzonych godzin.

Dla gości, którzy musieli skorzystać z wieczornych pociągów ze stacji Kuźnia Raciborska (Ratibor-Hammer) na północ i południe, aby udać się w podróż powrotną do domu, dostępny był jeszcze

krótki czas, który wykorzystano na pobieżne zwiedzanie książęcego parku i zamku w Rudach (Rauden) pod przewodnictwem książęcego gospodarza, który otwarcie udostępnił swoje przytulne komnaty. Odjeżdżającym Jego Wysokość towarzyszył jeszcze do miejsca zbiórki powozów, które przewiozły członków stowarzyszenia – na czele z prezesem w okazałym zaprzęgu czterokonnym – przez las i zwierzyniec do oddalonego o jedną milę dworca kolejowego Kuźnia Raciborska (Ratibor-Hammer).

Tak przyjaźnie, jak dzień się rozpoczął, tak też się zakończył. Bogaty w duchowe (intelektualne) doznania, na zawsze pozostanie w miłej pamięci każdego uczestnika tej uroczystości.

wkrótce więcej…

opracowanie: D.Poborski 2026

na podstawie tekstu z : Jahrbuch des Schlesischen Forst-Vereins

polecane:



Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Jankowice

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej