Dawno temu, gdy pomiędzy Jankowicami, Rudą Kozielską, Szymocicami i Kuźnią Raciborską rozciągał się rozległy książęcy Thiergarten, las nie należał do wszystkich. Był własnością książąt raciborskich i służył wyłącznie polowaniom. Gęste bory strzegły liczne leśniczówki, a każda z nich miała swojego strażnika. Najbardziej ponurą sławą okrył się Wildek.
kliknij i posłucha:
Mówiono, że mieszkał tam leśniczy Eliasz – człowiek surowy, bezlitosny i budzący lęk nawet wśród tych, którzy pracowali w lesie. Tylko miejscowi oraz najemni robotnicy mogli przekroczyć granicę kniei. Idąc leśnymi duktami, musieli głośno gwizdać albo śpiewać. W ten sposób dawali znać strażnikowi, że są „swoi” i mają prawo przebywać w książęcym lesie.
Biada jednak temu, kto wszedł tam bez pozwolenia.
Jedni mówili, że Eliasz zabijał intruzów na miejscu. Inni szeptali, że zamykał ich w ciemnej piwnicy pod leśniczówką, gdzie pozostawieni bez światła i pożywienia umierali w męczarniach. Z biegiem lat opowiadano nawet, że ofiar było dziewięćdziesiąt dziewięć, choć nikt nie potrafił powiedzieć, ile w tym prawdy, a ile strachu przekazywanego z pokolenia na pokolenie.

Pewnego dnia leśnym traktem zawędrował wędrowny handlarz świętymi obrazkami. Robotnicy ostrzegali go, by natychmiast zawrócił, lecz było już za późno. Z mroku wyłonił się Eliasz, uniósł fuzję i pociągnął za spust.
Stało się jednak coś, czego nikt nie potrafił wyjaśnić.
Przybysz miał schwytać wystrzeloną kulę w dłoń, spojrzeć prosto w oczy leśniczego i spokojnym głosem powiedzieć:
— Teraz skieruję ją na ciebie.
Nigdy wcześniej Eliasz nie zaznał strachu. Tym razem zbladł. Upadł na kolana i przysiągł, że odtąd nikogo więcej nie pozbawi życia.
Nie minęło wiele czasu, a okrutny strażnik zmarł. Wtedy – jak opowiadają najstarsi mieszkańcy tych stron – nad wieżą leśniczówki pojawiło się stado stu czarnych kruków. Przez długie dni krążyły nad Wildkiem, ich krakanie niosło się po całym lesie, a ludzie wierzyli, że ptaki zabrały ze sobą niespokojną duszę Eliasza.
Od tamtej pory leśniczówka Wildek pozostaje jednym z najbardziej tajemniczych miejsc dawnych lasów książęcych. Do dziś, gdy zapada zmierzch, starsi mieszkańcy okolicy powtarzają, że w głębi boru lepiej nie iść samotnie. Zwłaszcza wtedy, gdy las nagle milknie i przestają odzywać się ptaki.
opracowanie / grafika / udźwiękowienie: D.Poborski 2026
kolejna legenda:

Dodaj komentarz