Legenda o Matce Boskiej z Rud

W dawnych czasach, gdy nad rozległymi borami i wioskami tej ziemi pieczę sprawowali cystersi z Rud, klasztor słynął daleko poza granicami Śląska z pobożności swoich mnichów. Zakonnicy żyli wedle starej reguły zakonu — „Ora et labora” — „Módl się i pracuj”. Od świtu po zmierzch rozbrzmiewały w klasztorze modlitwy, a ciężka praca mnichów przynosiła dostatek całej okolicy.

Lecz z biegiem lat w serca niektórych zakonników zaczęło zakradać się zapomnienie. Coraz częściej zamiast pokory wybierali wygodę, zamiast modlitwy — ziemskie uciechy. Klasztorne krużganki, niegdyś pełne ciszy i skupienia, rozbrzmiewały śmiechem i gwarem uczt. Mnisi oddalali się od drogi, którą wyznaczył im założyciel zakonu.

Widząc to, Najświętsza Matka postanowiła upomnieć swoich wiernych i sprowadzić ich z powrotem na ścieżkę prowadzącą ku zbawieniu.

Stało się to pewnego dnia podczas uroczystego nabożeństwa. W rudzkim kościele panował półmrok rozświetlany blaskiem świec, a wierni klęczeli przed słynącym łaskami obrazem Matki Boskiej Rudzkiej. Nagle ciszę świątyni przeszył potężny huk. Szyba osłaniająca święty obraz pękła na oczach zgromadzonych, a sam wizerunek zaczął niknąć, jakby rozwiewała go niewidzialna siła. Barwy bladły, kontury rozpływały się w powietrzu, aż obraz zniknął zupełnie.

W kościele rozległy się krzyki przerażenia.

Na klasztor spadła trwoga i głęboki smutek. Dopiero wtedy mnisi pojęli, jak bardzo oddalili się od Bożych przykazań i od surowej reguły swego zakonu. Wielu z nich padło na kolana, błagając o przebaczenie.

Mijały dni pełne pokuty i milczenia, aż pewnego ranka do Rud przybyli przestraszeni chłopi z Jankowic. Opowiadali oni o niezwykłym zjawisku, którego byli świadkami. Twierdzili, że nad ich wsią, pośród jasności większej niż blask słońca, unosiła się Matka Boska z Rud, a wokół Niej rozbrzmiewały śpiewy anielskich chórów.

Na tę wieść mnisi natychmiast przygotowali uroczystą procesję. Z krzyżami, świecami i modlitwą na ustach wyruszyli leśnymi drogami ku Jankowicom. Gdy dotarli do miejsca, które dziś zwane jest Czerwonym Mostkiem, padli na kolana i ze łzami w oczach prosili Matkę Rudzką o przebaczenie za swoje grzechy i pychę.

Wtedy niezwykła światłość zniknęła, a nad okolicą zapanował spokój.

Kiedy procesja wróciła do rudzkiego klasztoru, oczom zakonników ukazał się cud. Obraz Matki Boskiej znajdował się znów na swoim dawnym miejscu, nienaruszony i pełen dawnego blasku.

Jednak pękniętej szyby nie udało się naprawić. Choć przez długie lata wymieniano ją wielokrotnie, każda nowa szyba pękała w tajemniczy sposób. Dopiero podczas renowacji w 1935 roku niezwykłe zjawisko ustało. Ludzie powiadali jednak, że Matka Boska pozostawiła ten znak, aby przypominał mnichom i wiernym, iż człowiek nie może porzucać raz obranej drogi dobra ani zapominać o Bożych przykazaniach.

A w miejscu objawienia, przy Czerwonym Mostku w Jankowicach, stanęła niewielka przydrożna kapliczka. Niszczona przez wichry, deszcze i śniegi była wiele razy odbudowywana, lecz od tamtej pory zawsze umieszczano w niej tylko jeden wizerunek — obraz Matki Boskiej.

Bo właśnie Jej poświęcono to miejsce — na wieczną pamiątkę cudu, pokuty i przebaczenia.”

kolejna legenda:



2 odpowiedzi na “Legenda o Matce Boskiej z Rud”

  1. […] Legenda o Matce Boskiej z Rud Legenda o pięknej Katarzynie i Czarnej Kałuży […]

  2. […] Legendy o jankowickim Utopku Legenda o Matce Boskiej z Rud […]

Odkryj więcej z Jankowice

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej