W osiemnastowiecznych mrokach śląskiej puszczy, pomiędzy posiadłością cystersów z Rud Wielkich a naszą wsią – Jankowicami, rozciągała się nowo założona osada – Kolonia Renerowska. Miejscowe niewiasty wyruszały stamtąd każdego świtu do dalekich winnic w Zwonowicach, zwanych Doliną Dzwonów, a wracały z nich dopiero pod osłoną wieczora. Strach przed zbójcami ukrywającymi się w leśnej gęstwinie kazał im wędrować w zwartej grupie. Wśród tych pracowitych kobiet swą urodą najjaśniej lśniła Katarzyna – wcześnie osierocona, uboga dziewczyna, która ciężką pracą utrzymywała swoich starych i niedołężnych dziadków.
audiobook – kliknij i posłuchaj legendy
Pewnego schyłku dnia, wyczerpana morderczym znojem, Katarzyna przysiadła w cieniu rozłożystego dębu i zmorzył ją twardy sen. Nikt nie zauważył jej nieobecności, a gdy dziewczyna otworzyła oczy, otaczał ją już chłód nocy, rozświetlany trupiobladym blaskiem księżyca.

Przerażoną ciszę przerywało jedynie złowrogie pohukiwanie sów. Nagle z leśnego mroku wyłoniły się trzy ciemne sylwetki. Dziewczyna wstrzymała oddech, próbując skryć się w cieniu, lecz zdradziła ją jej jasna, rzucająca się w oczy sukienka. Z radosnym okrzykiem oprawcy rzucili się w jej stronę. Katarzyna wyrwała się do szaleńczej ucieczki, rozpaczliwie przedzierając się przez plątaninę gałęzi i potykając o wystające korzenie, jednak czwarta z bestii zaszła jej drogę. Choć dziewczyna broniła się jak lwica, gryząc i drapiąc zbirów, ci brutalnie skrępowali jej dłonie i powlekli krętymi ścieżkami przez bagna do swojej kryjówki. W sercu lasu wznosił się ich zamek z drewna i kamienia, do którego wrzucili przerażoną dziewczynę, zostawiając ją w głębokim lochu na garstce wilgotnej słomy.
Gdy w Kolonii Renerowskiej zapanowała rozpacz, a uzbrojeni w pochodnie bliscy na próżno przeszukiwali okolicę, z pomocą przyszedł młody leśnik Hubert, który od dawna nosił w sercu miłość do pięknej Katarzyny. Niestrudzenie przeczesując gąszcz, odnalazł uwięzione na cierniach strzępy jej białej sukni. Kierowany tym śladem, dotarł aż pod mury zbójeckiej twierdzy. Pod osłoną nocy, nasłuchując wulgarnych śpiewów pijanych i odurzonych triumfem morderców, niepostrzeżenie wślizgnął się do piwnicy przez małe, nieokratowane okienko. Los mu sprzyjał – klucz tkwił w zamku ciężkiej bramy. Szeptem wywołując imię ukochanej, leśnik oswobodził Katarzynę i tą samą, wąską drogą wydostali się na zewnątrz.
Gdy tylko zagłębili się w las, ciszę rozdarło wściekłe ujadanie psów – rabusie odkryli ucieczkę. Bystry Hubert pojął, że muszą zmylić pościg. Wskoczyli do lodowatego nurtu leśnego strumienia, wiedząc, że woda bezpowrotnie zgubi psi trop. Strudzeni uciekinierzy ugasili pragnienie z bijącego opodal źródła, które na pamiątkę tego ocalenia nazwano „Źródełkiem Katarzyny”, a jego krystaliczna woda zasłynęła wkrótce jako najzdrowsza w całych Rudach.
Radość z bezpiecznego powrotu Katarzyny szybko przerodziła się w pragnienie krwawej zemsty. Zaledwie kilka dni później zdeterminowani wieśniacy, chwyciwszy za widły, siekiery i kosy, ruszyli pod wodzą Huberta na zbójeckie gniazdo. Z wojennym okrzykiem przypuścili morderczy szturm. Zaskoczeni zbrodniarze rzucili się do panicznej ucieczki, wpadając prosto w zdradliwe, leśne trzęsawiska.

Złowrogie bagna zaczęły wciągać ich bezlitośnie – błoto pochłaniało ich stopy, potem korpusy, aż wreszcie nad powierzchnią mrocznego grzęzawiska widać było tylko ich przerażone głowy, by po chwili zniknąć na zawsze.
Zgodnie z podaniami, zamek zrównano z ziemią i spalono, a mokradła, które pochłonęły zbrodniarzy, okryły się mroczną legendą jako Czarna Kałuża – przeklęte i mgliste miejsce, gdzie złe duchy utopionych zbójców wciąż czatują, by wciągnąć w głębiny zbłąkanych wędrowców.
opracowanie / grafika / udźwiękowienie: D.Poborski 2026
kolejna legenda:

Jedna odpowiedź na “Legenda o pięknej Katarzynie i Czarnej Kałuży”
[…] Legenda o pięknej Katarzynie i Czarnej Kałuży […]