
W spowitych mgłą mrokach jankowickich stawów i mrocznych leśnych ostępach, od wieków czai się pewna tajemnica. Wśród starych bajań i opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie, w lokalnej tradycji nieustannie ożywa postać utopka – złośliwego demona wód, przybierającego ludzką postać, lecz zdradzającego swą prawdziwą, demoniczną naturę ukrytymi końskimi kopytami.
audiobook – kliknij i posłuchaj legend o Utopku z Jankowic
Szczególnym upodobaniem ów wodny duch darzył starą wiejską kuźnię, wzniesioną tuż nad brzegiem stawu. Pod osłoną nocy często wychodził z mrocznych wód, by płatać pracującemu kowalowi złośliwe figle. Pewnego razu, gdy rzemieślnik trudził się do późnych godzin, w czeluściach rozżarzonego paleniska ukazało się nagle mokre, końskie kopyto. Zirytowany kowal pochwycił rozpalone do czerwoności żelazo i cisnął nim wprost w zjawę. Kopyto zniknęło z sykiem, a z tafli pobliskiego stawu dobiegł upiorny, szyderczy śmiech – rozżarzony metal, miast sparzyć demona, na jego mokrym ciele po prostu zgasł, stając się zimny i czarny. Ten sam duch dał o sobie znać w inną, wigilijną noc. Gdy wieś opustoszała w ciszy, a ludzie udali się na pasterkę do Rud, ze strony pustej kuźni dobiegł miarowy łoskot młota. Przypadkowy świadek zajrzał przez okienko i dostrzegł postać, spod której uderzeń na kowadle sypał się rzęsisty snop iskier. Jak się wkrótce okazało, to sam utopek w zastępstwie kowala oddawał się nocnej pracy w blasku ognia.

Złośliwa zjawa potrafiła być również wymierzycielem sprawiedliwości. Boleśnie przekonał się o tym okrutny i skąpy młynarz Mikołaj, u którego żaden czeladnik nie potrafił długo wytrzymać. Pewnego razu na służbę do młyna zaciągnął się tajemniczy młodzieniec, który bez słowa skargi znosił nieludzką pracę. Młynarz, chcąc pozbyć się chłopaka przed wypłatą obiecanych na święta dziesięciu talarów, rozkazał mu naciąć lodu z niezamarzniętego stawu. Nazajutrz przerażony skąpiec ujrzał, że staw pokrył się półmetrową warstwą lodu, a młodzieniec spokojnie wykonuje swą pracę. Gdy zszokowany młynarz zechciał wypłacić czeladnikowi złote talary, te zaczęły boleśnie parzyć jego dłonie – były bowiem naznaczone ludzką krzywdą i wyzyskiem. Młodzieniec zaniósł się szyderczym śmiechem, wskoczył do młyńskiego stawu i zniknął pod wodą, zdradzając, że w rzeczywistości był jankowickim utopkiem. Skruszony młynarz rozdał parzące monety biednym i odmienił swoje życie.
Demon wód odczuwał też nieodpartą pokusę dołączenia do ludzkich zabaw. Miejscowe podanie głosi, że na jednym z gwarnych wesel, wyprawianym na Kowolowcu, pojawił się nagle niezwykle urodziwy młodzieniec, który bez ustanku wirował w tańcu ze wszystkimi pannami. Nagle jedna z rozbawionych dziewcząt wydała z siebie przeraźliwy krzyk – pod eleganckim strojem tancerza dostrzegła końskie kopyto. Zdemaskowany utopek rzucił się do szaleńczej ucieczki, a pędząc na oślep, zahaczył o róg dawnej jankowickiej karczmy, urywając jej fragment. To właśnie w tym historycznym miejscu wdzięczni za ocalenie wieśniacy wznieśli później kapliczkę świętego Jana Nepomucena.
Duch wód naznaczył swoją obecnością również miejsce owiane najmroczniejszą sławą – Czerwony Mostek. To tam wracającemu z lasu trzeźwemu furmanowi, Teofilowi Przybyle, wóz niespodziewanie rozpadł się na drobne kawałki, a koła bez przyczyny potoczyły się we wszystkie strony świata. Gdy zrozpaczony chłop powrócił z sąsiadami by ratować dobytek, wóz stał na drodze w całości, w pełni nienaruszony – co powszechnie uznano za kolejną magiczną sztuczkę utopka.
Mroczna sława Czerwonego Mostku trwa do dziś; zabobonna część ludności wciąż głęboko wierzy, że to sam wodny demon wodzi tam kierowców na manowce, doprowadzając do niewyjaśnionych, tragicznych wypadków drogowych…
opracowanie / grafika / udźwiękowienie: D.Poborski 2026
kolejna legenda:

One response to “Legendy o jankowickim Utopku”
[…] Legendy o jankowickim Utopku […]