
Tym razem publikujemy fragment wspomnień wydany na łamach Oberschlesische Heimat stanowiący cenne świadectwo życia dworskiego w Rudach w drugiej połowie XIX wieku.
Autor, podpisujący się inicjałami E. S. K., przedstawił obraz pobytu pruskiej pary następcy tronu w Rudy Raciborskie jesienią 1866 roku, a więc bezpośrednio po zakończeniu wojny prusko-austriackiej. Wydarzenie to miało charakter zarówno towarzyski, jak i reprezentacyjny, ukazując Rudy jako jedną z ważniejszych rezydencji arystokratycznych w tej części monarchii pruskiej.
Gośćmi księcia raciborskiego byli wówczas Fryderyk Wilhelm Pruski wraz z małżonką Wiktoria Koburg, córką królowej Wiktorii. Gospodarzem pobytu pozostawał Wiktor Maurycy Karl, książę von Ratibor und Fürst von Corvey (niem. Victor Moritz Karl Herzog von Ratibor, Fürst von Corvey), właściciel rozległych dóbr rudzkich i przedstawiciel jednej z najważniejszych rodzin arystokratycznych na Górnym Śląsku.
Wizyta miała charakter wypoczynkowy; następca tronu przybył do Rud przede wszystkim na polowania organizowane w lasach rudzkich i pszczyńskich, które od dawna należały do najbardziej cenionych terenów łowieckich środkowej Europy.
Autor wspomnień z wyraźnym podziwem kreśli sylwetkę przyszłego cesarza, podkreślając jego wojskową postawę, prostotę obejścia oraz naturalność w kontaktach z ludźmi. Jeszcze większe uznanie wzbudza jednak osoba następczyni tronu, ukazanej jako kobieta łącząca arystokratyczną godność z bezpośredniością, inteligencją oraz żywym zainteresowaniem sztuką, przyrodą i losem zwykłych ludzi. W opisie tym dostrzegalny jest charakterystyczny dla przełomu XIX i XX wieku ton lojalistycznej literatury górnośląskiej, idealizującej dynastię Hohenzollernów oraz związane z nią środowiska arystokratyczne.
Szczególnie interesującym fragmentem relacji pozostaje opis uroczystości nadania nowej nazwy wzgórzu położonemu w okolicach Buku koło Rud. Dawny „Galgenberg”, czyli „Szubieniczne Wzgórze”, został przemianowany na „Viktoriahöhe” ku czci następczyni tronu. Symbolicznym elementem ceremonii stało się własnoręczne posadzenie lipy przez Wiktorię. Autor podkreśla, że czynność tę wykonywała z taką wprawą, iż obecni przy wydarzeniu robotnicy leśni komentowali między sobą po polsku: „Ale ta potrafi to tak dobrze jak my”. Wtrącenie to posiada istotne znaczenie źródłowe, stanowiąc wyraźne świadectwo obecności języka polskiego wśród ludności wiejskiej i robotniczej okolic Rud jeszcze w latach sześćdziesiątych XIX wieku. Jednocześnie pokazuje ono codzienny kontakt świata wielkiej arystokracji z miejscową społecznością górnośląską.
Opis iluminacji zamku, parku i ulic Rudzkich odsłania również reprezentacyjny charakter całego przedsięwzięcia. Wizyta następcy tronu była wydarzeniem o dużym znaczeniu prestiżowym, angażującym zarówno administrację dóbr książęcych, jak i mieszkańców miejscowości. Rudy jawią się w tej relacji jako przestrzeń harmonijnego współistnienia dworu, krajobrazu leśnego oraz lokalnej społeczności, co odpowiadało idealizowanemu obrazowi śląskiej prowincji propagowanemu w niemieckiej literaturze regionalnej początku XX wieku.
Wspomnienia E. S. K. mają zatem znaczenie nie tylko anegdotyczne. Stanowią one wartościowe źródło do badań nad kulturą dworską, obyczajowością arystokracji, relacjami społecznymi oraz sytuacją językową na Górnym Śląsku w drugiej połowie XIX stulecia. Szczególnie cenne pozostają te fragmenty, które mimo wyraźnej idealizacji zachowują autentyczne szczegóły życia codziennego i mentalności epoki.
tekst tłumaczenia:
„Szkice z życia w Rudach w drugiej połowie XIX wieku” Autor: E. S. K.
Jakże postawną postacią był następca tronu, również w stroju cywilnym i myśliwskim! Z upodobaniem nosił tak zwane „knickerbockery” [krótkie spodnie bufiaste]. Jego wysoka sylwetka, oblicze smagnięte słońcem podczas zwycięskiej kampanii wojennej, bujna broda oraz żywe oczy – łobuzerskie przy żartach, a na co dzień pełne życzliwości dla ludzi – pozostaną w mojej pamięci niezapomniane, nawet bez fotografii, którą sam mi podarował.
Celem jego pobytu w Rudach było przyjęcie zaproszenia na polowanie od swojego „kuzyna”, księcia raciborskiego, oraz odpoczynek po trudach kampanii wojennej z 1866 roku. Pogoda była słoneczna, chłodna i sucha – wręcz wymarzona na polowania, w których następca tronu brał udział najpierw w Rudach, a później w Pszczynie (już bez księcia, który pozostał w Rudach, aby dalej dbać o gościnność wobec następczyni tronu). Z tego powodu wszyscy byli w wyśmienitych humorach, pogodni i zadowoleni. Dobrym zwiastunem tego stała się już wcześniej bajeczna iluminacja Rud – zamku, parku, stawu, sierocińca oraz ulicy Pańskiej (Herrnstraße). Nawet wybredne oczy mieszkańców wielkich miast spoczywały z zachwytem na tym urzekającym i osobliwym widoku, jakiego wielkie miasto nie jest w stanie zaoferować.
Niezwykłą mocą przyciągania, zwłaszcza podczas rozmowy, dysponowała następczyni tronu, łącząc w sobie szczęśliwie godność, szlachetną naturalność, wdzięk oraz żywe zainteresowanie sztuką, przyrodą i dobrem człowieka.
Prawdziwą radością było obserwowanie, jak poważnie i sumiennie podchodziła do swoich obowiązków macierzyńskich i jak je wypełniała. Dzieci, które zabrano do Rud, spędzały czas przy słonecznej pogodzie w parku nieopodal zamku. A ponieważ Jej Królewska Wysokość zajmowała wygodnie położone komnaty na parterze, matka do swoich maluchów wychodziła po prostu – i wesoło – przez okno.
Po zakończeniu posiłku kawę pito na stojąco. Był to i pozostaje czas przeznaczony na przemówienia do poszczególnych osób lub grup. Oczywiście następczyni tronu – sama będąca praktykującą mistrzynią w dziedzinie sztuki – posiadała w tej materii bogaty skarbiec wiedzy; jednakże mężczyźni najróżniejszych profesji byli zadziwieni uwagami wypowiadanymi przez nią w rozmowie oraz pytaniami trafiającymi w samo sedno sprawy. Autorowi tych słów przypadł w udziale zaszczyt bycia zagadniętym przez dostojnego gościa w przeddzień wyjazdu i skłonionym do wymiany poglądów. Jemu samemu czas trwania tej konwersacji wydał się krótki, innym zaś – długi. Została ona przerwana przez wezwanie do innych komnat. Moje własne przekonanie w pełni pokrywało się z osądem innych. Ta dostojna pani całą swoją istotą wzbudzała we wszystkich jednakowy podziw i zachwyt.
Dnia 27 października 1866 roku, w ostatnim dniu ośmiodniowego pobytu na zamku w Rudach, Jej Królewska Wysokość następczyni tronu Wiktoria została zaprowadzona do Buk [przysiółek/leśnictwo koło Rud] i poproszona, aby na pamiątkę nadała wzniesieniu, które wcześniej nazywało się Galgenberg (Szubieniczne Wzgórze), wdzięczną nazwę i urokliwą ozdobę. Na wzgórzu stały cztery lipy posadzone na planie kwadratu. Widziane z daleka, sprawiały wrażenie, jakby były tylko trzy, tworząc w ten sposób obraz miejsca straceń, którego nazwę wzgórze nosiło.¹) Te cztery lipy zostały już wykopane, a dół wyznaczony pośrodku tego czworoboku na przyjęcie [nowej] lipy był gotowy.²)
Własną ręką – podobnie jak niedawno cesarz Wilhelm II jako gość w Anglii – w obecności dostojnego państwa, ich świty oraz robotników, następczyni tronu zabrała się do pracy. Zasadziła drzewko, starannie przykrywając korzenie ziemią, i posługiwała się szpadlem tak zręcznie i szybko, że robotnicy przyglądali się temu z osłupieniem i szeptali między sobą po polsku: „Aber die kann’s ja so gut wie wir” („Ale ta potrafi to tak dobrze jak my*”). Ogrodnicy z zamków Windsor i Osborne mogliby udzielić zdumionym Górnoślązakom wyjaśnienia dumnymi słowy: „Od nas Księżniczka Królewska (Princess Royal) Wielkiej Brytanii i Irlandii już jako dziecko uczyła się kopać i sadzić; czego bowiem Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci (kto chce zostać mistrzem, ćwiczy zawczasu)”. Od tamtej pory Wzgórze Wiktorii (Viktoriahöhe) nosi swoją nazwę, a lipa pięknie się rozrosła.
Gdy po obiedzie Jej Królewska Wysokość przygotowywała się do pożegnania z Rudami, książę zagrał skomponowaną przez siebie melodię na cytrze i podarował rękopis dostojnemu gościowi. A gdy wieczorem wydarzenia tego dnia w kręgu zgromadzonej rodziny i gości były omawiane, obecny tam również autor tekstu ubrał w słowa własne życzenie, nawiązując do posadzenia lipy. Pierwsze napisane przezeń wersy (stanowiące trzecią zwrotkę) zostały przyjęte z tak wielkim uznaniem, że autor nie wzbraniał się przed dopisaniem pierwszej i drugiej zwrotki. W ten sposób ta „pieśń bez słów” natychmiast oddała właściwy sens i intencje wszystkich zebranych: „Do zobaczenia!”³)
Kto dokładniej przyjrzy się wiernej odbitce ramy narysowanej przez księcia raciborskiego dla pieśni „Do zobaczenia”, dostrzeże w niej kształt zająca – jednak nie od razu.
Podobnie rzecz się miała z Jej Królewską Wysokością, gdy natknęła się na ten kształt w zeszytach książąt i księżniczek, gdzie służył on za okazjonalną ozdobę przy elementarnych studiach rysunku. Były to szkice danieli, jeleni, saren, odyńców, wycinków i warchlaków, przedstawionych z zaznaczeniem linii strzału „na łopatkę” [na komorę] lub bez niego. Zaintrygowana Królewska Wysokość zapytała, wskazując palcem na zagadkową formę, co to właściwie ma być. Odpowiedź, ku żartobliwej pamięci pytającej, brzmiała: „To jest zając w ogniu” [Sitzhase], to znaczy siedzący zając widziany od tyłu, tak że widoczne są tylko jego lusterko [jasna sierść na zadzie] i omyk [ogon zająca], a nad nimi oba słuchy [uszy], którymi zając czujnie strzyże, gdy nabiera podejrzeń.⁴)
tłumaczenie tekstu pochodzącego z: Oberschlesische Heimat (1908, Bd 4,Heft 2-3) / „Skizzen aus dem Raudener Leben in der zweiten Hälfte des 19. Jahrhunderts”. Von E. S. K.
¹) W mowie ludowej cztery wieże zamku w Kamieńcu [chodzi o Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim] nazywane są z tego samego powodu „szubienicą kamieniecką”.
²) więcej w „Oberschlesische Heimat” [Górnośląska Ojczyzna], t. III, s. 43.
³) Por. „Oberschlesische Heimat” [Górnośląska Ojczyzna], t. II, s. 186. ⁴) „Oberschlesische Heimat”, t. III, s. 43, na samym dole po lewej stronie, przy samym brzegu.
(*) od tłumacza: co ciekawe, w trzecim akapicie oryginalnego niemieckiego tekstu autor użył dosłownego wtrącenia w języku polskim („po polsku”), opisując reakcję lokalnych górnośląskich robotników.
opracowanie: D.Poborski 2026
