Geneza powstania tego utworu wiąże się bezpośrednio z pobytem angielskiego gościa na zamku w Rudach w latach sześćdziesiątych XIX wieku. Jak wynika ze wstępu do tekstu, latem 1863 roku w rudzkiej rezydencji książąt raciborskich przebywał Anglik – pan Ranken, absolwent Uniwersytetu Oksfordzkiego, polecony rodzinie książęcej przez angielskiego posła. Jego zadaniem było prowadzenie codziennych konwersacji po angielsku z członkami dworu i wspieranie ich w nauce języka.
Ranken należał do grona wykształconych dziewiętnastowiecznych humanistów, dla których łacina pozostawała żywym językiem kultury elit akademickich. Autor wstępu podkreśla, że w szkołach angielskich szczególną wagę przywiązywano wówczas do ćwiczeń prozodycznych i komponowania wierszy łacińskich. Z tego względu Anglik utrwalał swoje wrażenia z pobytu na Górnym Śląsku właśnie w formie poezji neolatyńskiej.
Bezpośrednią inspiracją dla utworu były polowania organizowane przez księcia raciborskiego w lasach rudzkich i okolicznych dobrach leśnych. Poemat opisuje rzeczywiste miejsca – Kępę koło Markowic, lasy w okolicach Zwonowic, tzw. „Barrach” – oraz autentyczne osoby z otoczenia książęcego: nadleśniczych, lekarza dworskiego, myśliwych i członków rodziny książęcej. Utwór powstał więc jako literacka pamiątka pobytu oraz zarazem erudycyjna zabawa towarzyska w kręgu arystokratycznym.
przekład własny – D.Poborski – KLIKNIJ I POSŁUCHAJ
Istotne znaczenie miała również atmosfera epoki. W połowie XIX wieku dwór książąt raciborskich w Rudach był miejscem spotkań arystokracji europejskiej, a polowania stanowiły ważny element życia towarzyskiego i reprezentacyjnego. Autor poematu ukazuje te wydarzenia w sposób stylizowany na antyczny epos. Codzienne sceny łowieckie zostają opisane językiem przypominającym Wergiliusza, a uczestnicy polowania otrzymują niemal heroiczne role.
W sensie literackim utwór wyrasta z tradycji dziewiętnastowiecznego neolatynizmu oraz poematu heroikomicznego. Autor świadomie zestawił podniosły styl antycznej epopei z pozornie zwyczajnym tematem polowania w śląskich lasach. Dzięki temu powstał tekst o charakterze ironiczno-erudycyjnym – jednocześnie literacka gra z klasyczną tradycją i wyjątkowy dokument życia codziennego arystokratycznego Górnego Śląska w epoce biedermeieru.

Wprowadzeniem do poematu jest poniższy tekst:
Przeżycia pewnego Anglika na Górnym Śląsku, opisane w łacińskich wierszach.
Latem roku 1863 w zamku w Rudach [Rauden] bawił jako gość polowania księcia raciborskiego pan Ranken z Anglii, kawaler (bakalaureat) Uniwersytetu Oksfordzkiego, który, polecony przez
angielskiego posła, podjął się zadania wspierania rodziny książęcej w posługiwaniu się językiem angielskim poprzez codzienną konwersację. Wspomniany pan lubił oddawać swoje przeżycia i wrażenia w łacińskich wierszach; w szkołach Anglii bowiem szczególnie dba się o ćwiczenia
prozodyczne. Ponieważ przedmiotem jego poezji jest nasz Górny Śląsk, właściciel i nadawca kilku próbek może założyć, że ich wydrukowanie będzie mile widziane. Inne opisy są wpisane do księgi dziennej i pamiątkowej dla gości w zamku w Rudach.
Dr Hermann Schaffer
(tekst opublikowany „Oberschlesische Heimat” Czasopismo Górnośląskiego Towarzystwa Historycznego wydawane przez dr. Oskara Wilperta)
POLOWANIE
Wschodzi słońce; daleko pośród bujnych, uroczych niw jedziemy wozami. Myśliwych wzywa wrzosowisko, dębowe gaje pokrywają się liściem, a w zielonym żarnowcu rącze jelenie ułożyły swe miękkie legowiska. Co więcej, nawet daniele i dzicy, ta nieczysta trzoda, wraz z lisami krążą bezkarnie po samotnej trawie. Na grzbietach wzgórz i w gąszczu z dala furgocze spłoszona kuropatwa, a dzikie kaczki napełniły wody swym chropawym krzykiem. Wiatr milczy, a niebo uśmiecha się lśniącym, lazurowym błękitem.
Nie ma zwłoki: jeziorna Kempa wita myśliwych, zjawiają się łodzie. Jedną zajmuje sam Wódz, a z nim pobożny Eneasz, lecz o trudy wyprawy dba Achates. Druga niesie medyka Rogera; mi zaś przypada trzecia, gdzie jako wierny towarzysz dołącza Knoop, podczas gdy jego krzepka prawica trzyma chwiejną Allinę. Łodzie ruszają pędem, gnane ramionami młodzieńców. Szybko z sitowia wzbija się wysoko w przestworza ptak, chrapliwie zawodząc; lecz jeszcze szybciej wylatuje pocisk z broni i konające ptaszysko opada. Ta medycyna szkodzi, lekarzu z Epidauru – przed Orkursem nie ma ucieczki! Na ten huk zatrwożone stado kaczek porzuca swe znane kryjówki, uderza skrzydłami w niebiosa i krąży wkoło labiryntem zakosów.
Jeśli zaś komu miło na kudłatą trzodę czatować po bezdrożnych manowcach, ten musi uderzyć w lasy Swonowitza lub w knieję, której nazwy żadna stopa poetycka nie zmieści w wierszu. Tam Wódz rozstawia młodzież rzędem wokół gaju. Wybita z liściastych mateczników, niczego nieświadoma zwierzyna przyjmuje cios i konając, gryzie piasek.
Wtedy doświadczony łowca zna podejścia: naciera ostrożnie, zachodzi od tyłu, chwyta za pęciny i nogi, nożem przebija wątrobę i gasi żywot. Ufny w te sztuki Eliasz (jeśli wieść mnie nie myli) napadł niegdyś na młode i drogie gniazdo dzików. Wnet wojownicza locha zbiera w sobie mściwy gniew, rusza w pogoń za wrogiem i godzi w jego łydki. Blady ze strachu ucieka on i nie wie, jakim biegiem dopaść znanych progów; wreszcie drżący powierza swe ciało sosnie. Tam, na twardych konarach, na usłanym z gałęzi łożu, spędza noc – jakże długą! – na wygnaniu, porzuciwszy żonę. A bezsenny stróż czuwa pod drzewem, rozbija obóz i zgrzyta zagiętymi szablami.
Jest w lasach miejsce, któremu wieśniacy nadali miano Barrach; wokół szumią bory sosnowe, a w dole szemrze strumyk. Stoi tam dom myśliwski z dębowych pni wzniesiony, nie z cegły; strop z belek nie lśni od kości słoniowej ani złota, lecz wokół wiszą w rzędach rogi jelenie – świetne trofea łowców. Z tyłu ujadają ogary, a konie napełniają stajnie.
Tutaj (gdy słodka miłość niepokoi serca jeleni, a żądza potomstwa pali ich lędźwie) powraca Wódz i – okrutny! – pozbawia stada ich ojców. Czy mam wspominać daniele wabione podstępem i nocne odgłosy puszczy – oraz Hoffmanna dymiącego w róg i wyzywającego jelenie na srogie zapasy? Czy mam opiewać wstrętny zaduch na bezdrożnych pastwiskach? Czy powracający łup, wieczorne koncerty trąbek, wykwintne uczty i ożywczy sen?
przekład własny – D.Poborski
tekst oryginalny:
Die Jagd.
Sol oritur; longe plaustris per amoena vireta
Provehimur. Venatores invitat erica,
Iligni frondent saltus, viridique genista
Mollia veloces posuere cubilia cervi —,
Quin etiam damaeque suesque, immunda caterva,
Impune et vulpes sola spatiantur in herba;
Perque iuga et dumos crepitat procul incita perdrix,
Atque anates raucis implerunt vocibus undas;
Aura silet, rident splendentia caerula caeli.
Nec mora: venantes accepit Kempa lacustris,
Cymbae adsunt. Unam Dux occupat ipse piusque
Aeneas secum, sed munia curat Achates.
Altera Rogerium medicum tenet; at mihi restat
Tertia, tum fidus comitem se Knoopius addit
Allinam instabilem dextra retinente tenaci.
Prosiliunt cymbae manibus iuvenilibus actae.
Ocius ex iuncis alte volat ales in auras
Rauca voce crepans; citius sed missile telum
Evolat e tormento, et avis moribunda labascit.
Ista nocet medicina, Epidaurice, non fugit Orcum!
Audito tremefacta sono petit aëra pennis
Ista cohors anatum penetralia nota relinquens
Et labyrintheis volitat circum undique gyris.
Sin libet hirsutae per devia tesqua catervae
Invigilare suum, Svonovitzae silva petenda,
Aut cuius nomen non enarrabile versu est.
Tum circa saltus iuvenes Dux ordine ponit.
Excitus latebris frondentibus inscia praeda
Accipit et telum moribundaque mordet arenam.
Tum prudens aditus novit venator et instat
Cautus et a tergo deprensat crura pedesque
Transfigitque iecur cultro laxatque vigorem.
Artibus his fretus (fama nisi fallor) Elias
Invasit quondam subolem carosque penates:
Protinus ultrices sus bellica colligit iras
Insequiturque hostem tenditque capessere suras.
Pallidus ille fugit nec scit, quo limina cursu
Nota petat; tandem tremibundus accipit artus
Pinus. Ibi strato noctem, quam longa! cubili
Exulat in duris ramis uxore relicta;
Ast agit excubias ponitque sub arbore castra
Dentibus infrendens custos insomnis aduncis.
Est locus in silvis, cui nomina Barracha agrestes
Indiderunt; circum frondent pineta, subestque
Rivulus. Ilignis stat venatoria muris
Structa domus, non coctilibus; trabibusque lacunar
Non ebore aut auro pendet, stant ordine circum
Cornua cervorum, venantum clara tropaea.
Pone canes latrant et equi stabularia complent.
Huc (ubi dulcis amor cervorum pectora tentat
Iliaque exurunt flammae subolisque cupido)
Dux redit atque greges (crudelis!) patribus orbat.
An memorem damas in blandimenta vocatas
Nocturnosque sonos nemoris — conchaque rudentem
Hoffmannum cervosque in proelia saeva cientem?
Anne canam taetrum per devia pascua odorem?
Dla współczesnego czytelnika łaciński oryginał może wydawać się dość jednostajny, ponieważ nie opiera się na rymach, lecz na antycznym rytmie długich i krótkich sylab. Dlatego polski przekład został napisany wierszem białym, bez rymów, na wzór dawnych tłumaczeń Eneidy. Pozwoliło to (a przynajmniej mam nadzieję) zachować podniosły i nieco surowy charakter utworu.
Największa różnica między oryginałem a tłumaczeniem dotyczy rytmu języka. Łaciński tekst podporządkowany jest ścisłym zasadom heksametru daktylicznego, typowego dla antycznych epopei. Mój przekład korzysta natomiast z bardziej naturalnego rytmu języka polskiego, w którym starałem się oddać uroczysty nastrój budując spokojny tok zdań, dodając archaizmy i styl przypominający dawną literaturę. Mam nadzieję, że przypadnie Państwu do gustu.
Pod względem treści i klimatu oba teksty pozostają jednak bardzo bliskie. Przekład zachowuje ironiczny humor oryginału, zastępując część antycznych odniesień elementami bliższymi polskiej tradycji, takimi jak „mateczniki”, „ogary” czy „manowce”. Dzięki temu nadal widoczny jest główny zamysł oryginalnego utworu – zestawienie podniosłego stylu antycznego eposu ze zwykłym śląskim polowaniem.
Analiza oryginalnego utworu
Utwór łączy cechy dziewiętnastowiecznej poezji neolatyńskiej z tradycją poematu heroikomicznego, czyli żartobliwej epopei. Autor świadomie używa bardzo podniosłego stylu do opisania zwyczajnych scen z polowania, tworząc literacką grę pełną ironii.
Tekst napisano heksametrem daktylicznym – metrum charakterystycznym dla dzieł antycznych poetów, zwłaszcza Wergiliusza. Już samo zastosowanie tak uroczystej formy do opisu polowania ma charakter humorystyczny.
Utwór przypomina klasyczny epos: zwykłe wydarzenia zostają pokazane jak wielka bohaterska wyprawa. Myśliwi urastają niemal do rangi bohaterów antycznych, a sceny z lasu zyskują dramatyczny i podniosły charakter.
Jednocześnie tekst nawiązuje do sielanki i poezji przyrodniczej, szczególnie do Georgik Wergiliusza. Początkowy spokojny obraz natury szybko zmienia się w dynamiczne sceny polowania, co dodatkowo wzmacnia efekt komiczny.
Źródłem humoru są także liczne odniesienia do mitologii i literatury antycznej. Autor stylizuje bohaterów na postacie znane z eposów, wykorzystuje antyczne porównania i epickie zwroty. Dzięki temu zwykłe sytuacje – ucieczka przed dzikiem czy odpoczynek w leśniczówce – brzmią jak sceny z wielkiej epopei.
Całość można traktować jako erudycyjną zabawę literacką. Autor wykorzystuje język i styl antycznych poetów, aby z lekkim dystansem i humorem opisać rzeczywistość dziewiętnastowiecznego Górnego Śląska. To właśnie kontrast między światem antycznego eposu a codziennym polowaniem stanowi największy urok tego utworu.
OBJAŚNIENIA
osoby:
- Dux – książę von Ratibor,
- Aeneas [Eneasz] – według angielskiej wymowy brzmi prawie identycznie jak Hennies – a tak nazywał się osobisty myśliwy (leibjegier), który pełni tutaj rolę Achatesa, towarzysza
wergiliuszowego Eneasza, - Roger – radca sanitarny Julius Roger,
- Knoop – osobisty myśliwy księcia,
- Elias – nadleśniczy,
- Hoffmann – nadleśniczy,
- Książę Wiktor,
- Księżniczka Elżbieta,
- Księżniczka Maria,
- Książę Franciszek,
- Książę Egon.
miejsca:
– Kempa – opisana jako wieś koło Markowic
– Svonovitza – Zwonowice,


opracowanie, tłumaczenie, udźwiękowienie i rekonstrukcja zdjęć: D.Poborski
polecane:
