
Wywiezienie klasztornego archiwum na dwóch wozach do Raciborza to jeden z najsmutniejszych i najbardziej destrukcyjnych etapów likwidacji dziedzictwa rudzkich cystersów. Pokazuje on uderzające zderzenie biurokratycznej machiny Królestwa Prus z bezcennym, wielowiekowym dziedzictwem Górnego Śląska.
Losy tych dokumentów oraz sam proces ich wywożenia i traktowania przez urzędników przebiegały w kilku etapach:
Pierwszy wywóz do Wrocławia (styczeń 1824 r.)
Choć pruski dekret sekularyzacyjny wszedł w życie w 1810 roku, samo archiwum nie zostało wywiezione natychmiast. Władze pruskie wydały wprawdzie edykty nakazujące przekazywanie klasztornych dokumentów do Archiwum Prowincjonalnego we Wrocławiu, jednak administracja w Rudach przez lata skutecznie opóźniała ten proces. Dopiero po kategorycznych i poważnych groźbach ze strony rządu z 18 kwietnia 1823 roku, urzędnicy ugięli się i w styczniu 1824 roku wysłali największą część najważniejszych dokumentów i dyplomów do Wrocławia.
koniecznie zapoznaj się z:
Dwa wozy do Raciborza (kwiecień 1828 r.)
To, co nie trafiło do Wrocławia – czyli ogromna część bieżących akt, lokalnych rejestrów, ksiąg i zapisków administracyjnych – pozostało w Rudach jeszcze przez cztery lata. Ostateczny cios nadszedł w kwietniu 1828 roku. Całe ocalałe w klasztorze piśmiennictwo zostało spakowane, załadowane na dwa duże wozy i przetransportowane do Raciborza.
Tam dokumenty trafiły pod zarząd książęcej kamery (zarządu dóbr). Urzędnicy nie wykazali jednak ani szacunku, ani dbałości o te materiały. Zamiast bezpiecznego, suchego i stałego miejsca, zaoferowano im prowizoryczne, skromne kąty, przerzucając je bezładnie „raz tu, raz tam” w zależności od wolnego miejsca w magazynach.
Tragedia rzekomej „makulatury” i wandalizm urzędników
Największym dramatem tego transportu było urzędnicze niedbalstwo i ignorancja. Wiele pęków unikatowych dokumentów, zawierających bezcenne, średniowieczne i nowożytne zapiski dotyczące historii całego regionu, pruscy urzędnicy oznaczyli pogardliwym napisem „makulatura” (Maculatur).
Dla pruskiej biurokracji te stare, pokryte zakurzonym pismem pergaminy i papierowe banty były bezwartościowe. Traktowane w ten sposób akta szybko uległy częściowemu zniszczeniu, wilgoci, rozproszeniu, a w wielu przypadkach po prostu zostały wyrzucone lub zniszczone. W ten sposób bezpieczne dotąd, klasztorne sklepienia, które przez stulecia chroniły dokumenty przed wojnami i pożarami, zostały zamienione na wilgotne raciborskie piwnice i strychowe magazyny, co przypieczętowało ich destrukcję.
Gdy dr August Potthast zbierał materiały do swojej monografii w latach 50. XIX wieku, zdołał odnaleźć w Raciborzu jedynie skromną resztkę tej wywiezionej w 1828 roku partii archiwum. To, co udało mu się uratować, zostało po latach ponownie sprowadzone do Rud i otoczone opieką jako pomnik dawnej, cysterskiej przeszłości.
Podobny los klasztornej biblioteki
Niemal identycznie pruscy urzędnicy potraktowali wspaniałą bibliotekę klasztorną. Przez ponad dekadę po sekularyzacji jej los pozostawał nierozstrzygnięty. Dopiero 5 czerwca 1821 roku rejencja w Opolu wydała urzędowy rozkaz:
- Książki uznane przez urzędników za „użyteczne” miały zostać rozdzielone i przekazane do bibliotek gimnazjalnych w Gliwicach, Opolu i Raciborzu.
- Wszystkie woluminy uznane za „nieużyteczne” nakazano bezdusznie sprzedać na wagę jako makulaturę.
Ostateczny podział księgozbioru nastąpił w 1823 roku. Największa część ocalałych książek trafiła do biblioteki gimnazjalnej w Nysie, 53 najcenniejsze tomy przekazano do Raciborza (który zyskał również wspaniałe, ozdobne szafy biblioteczne z Rud), a pisma ściśle teologiczne pozostawiono na miejscu, przekazując je lokalnej parafii w Rudach.
opracowanie: D.Poborski

Zostaw odpowiedź