MAJOWE WSPOMNIENIA – tekst Jadwigi Sładek

I znowu mamy wiosnę…

Na całym Bożym świecie majowo, świeżo, cudnie. Drzewa i krzewy okryte młodym liściem, łąki całe kolorowo ukwiecone. A na polach łany zbóż kołysają się leciuchno pod ciepłym powiewem wiatru. Wysoko pod niebem radośnie śpiewają skowronki, w lesie kukają kukułki, a wieczorem w bajorkach i stawach koncertują żaby.

I znowu, jak od lat, w uroczystej procesji przeszliśmy polami z obrazem św. Izydora, który błogosławił naszym polom i przyszłym plonom. Co roku po zimie wraca maj, ożywia się przyroda, wracają ptaszki do swoich gniazd. Jest tak niezmiennie od wieków. Zmieniają się tylko ludzie i ich życie. Dzisiaj już mało kto pamięta, że w maju stawiało się ,,maiki”. Były to na wysokich słupach umieszczone i wstążeczkami ustrojone drzewka lub wieńce. Kawalerowie stawiali takie ,,maiki” przed domami panien na wydaniu. U nas jeden ,,maik” stał w centrum wsi przy kaplicy. W niektórych opolskich wsiach ten zwyczaj jeszcze istnieje – u nas już nie (*). Nie chodzi się też z gaikiem, nie stawia ,,maików”. Nawet na majowe nabożeństwa do kaplicy przychodzi coraz mniej ludzi. Sygnałówka w kaplicy nie dzwoni już na Anioł Pański. Cóż – idziemy z postępem naprzód.

zdjęcie: D.Poborski 2026

Maj to również miesiąc, w którym odbywają się uroczystości I Komunii Świętej. W naszej parafii taka uroczystość odbywa się co roku w niedzielę Trójcy Przenajświętszej. Przygotowania do niej trwają już od wielu miesięcy. Co bardziej zapobiegliwi rodzice zamawiają salę na przyjęcia z wyprzedzeniem na kilka lat. Kiedy się tak patrzy na te dzieci jednakowo ubrane w białe kamizelki, na tych gości zajeżdżających eleganckimi samochodami przed kościół – mimo woli nasuwają się wspomnienia, jak wyglądało to w latach tuż po zakończeniu II wojny światowej? Do I Komunii Świętej przystępowaliśmy we wrześniu, a na ,,katechizm” chodziliśmy od marca. Szło się na piechotę do Rud. Ksiądz Jacek celowo wybrał te miesiące, bo dzieci nie miały ciepłych ubrań, ani butów. Na sukienki i ubrania komunijne musieliśmy sobie zarobić zbierając jagody i grzyby. Stroje nasze też były bardzo skromne i dowolne, – jak kogo było stać. Przed samą Komunią Świętą obowiązywał post. Nie jedliśmy nic od kolacji poprzedniego dnia. Do kościoła jechaliśmy samochodem ciężarowym z GS-u w Rudach. Miały nim jechać tylko dzieci pierwszokomunijne z rodzicami, ale załadowała się do niego prawie cała wieś. Nawet na szoferce siedzieli. Byliśmy wygniecieni, wymiętoszeni, świece wygięte w różne strony. Pan Jezus czekał na nas w kościółku przy cmentarzu, bo kościół parafialny był jeszcze w gruzach. Do domu wracaliśmy tym samym samochodem i w tej samej liczbie. Gości ani przyjęcia nie było. Bukiecik kwiatków, torebka cukierków lub ,,święty” obrazek – to były prezenty jakie otrzymywaliśmy. W następnych latach było już nieco lepiej. Do I Komunii dzieci przystępowały już w czerwcu, a do kościoła jechały na bryczkach lub ,,baloniokach” jak kogo było stać.

Były to ciężkie czasy, ale z ogromnym rozrzewnieniem na pewno wszyscy wspominamy ten dzień, dzień naszej pierwszej Komunii Świętej. Byliśmy biedni, ale szczęśliwi. To dziecinne szczęście zapewniał nam dom rodzinny, gdzie mogliśmy znaleźć miłość, radość i spokój duszy.

Bo dom to nie tylko ilość pokoi, piękne meble, ale to do dobrzy ludzie w nim mieszkający, to piękno i szczęście życia rodzinnego. Niech więc nasze dzieci i wnuki wspominać będą swój dzień I Komunii Świętej też jako najszczęśliwszy dzień w swoim młodym życiu, a złożone przed ołtarzem przyrzeczenie zachowają na całe życie.

Tekst: Jadwiga Sładek

udźwiękowienie: D.Poborski 2026

zdjęcia z archiwum rodziny Belkius

polecamy:



Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Jankowice

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej